a3... Werdykt I Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Erotyk na Krechę” im Tadeusza Stirmera

a3... Werdykt I Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego „Erotyk na Krechę” im Tadeusza Stirmera


Na konkurs wpłynęło 307 zgłoszeń, kilkanaście z nich nie spełniało wymogów regulaminowych.
JURY:
przewodnicząca: Aleksandra Zbierska
członkowie: Mariusz Partyka, Ewa Olejarz
podjęli się rozpatrzenia nadesłanych propozycji i wytypowania wierszy.
Ostatecznie zadecydowała ilość oddanych głosów. Przy wyborze prac
zwracano uwagę na: odkrywczość w poruszaniu tematu erotyki, bogactwo
słów i skojarzeń, płynność warsztatową, poetycką indywidualność.

Nagroda główna i nagroda publiczności (741głosów)
Wioleta Rosłoniec z Wyszkowa
(Otrzymuje statuetkę autorstwa Kazimierza Rafalika, książki, druk pocztówek poetyckich
oraz udział w akcji walentynkowej – za wiersz NIC nadesłany w kat. I )

I Nagroda w kat. II (dorośli)

Jacek Kałasz (Poznań) i Karolina Wawer (Kraków)

I Nagroda w kat. III (członkowie grupy literycznej)

Marta Kaczmarek (Poznań) i Kacper Płusa (Łódź)

I Nagroda w kat. I (młodzież do 17 lat)
Karolina Julia Żmajlik (Manowo)

NAGRODY
równorzędne w kat. II

Agnieszka Marek (Bielsko-Biała), Grzegorz Kielar (Tarnowskie Góry), Roma Jegor (Mikołów), Kazimierz Kopystyński (Bełchatów), Martyna Łogin (Łódź), Kinga de Walla (Nowy Tomyśl)

NAGRODY
równorzędne w kat. III

Wiktoria Szumiata (Będzin), Wojciech Michalec (Oświęcim), Łukasz Trzebiński ( Biała Podlaska)

W karegorii I nagród równorzędnych nie przyznano.
Sekretarz: Łucja Dudzińska
Organizator: Grupa Literyczna Na Krechę

 

 

 

 

Wiersze nagrodzone w I Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Erotyk na Krechę”

im. Tadeusza Stirmera

NAGRODA GŁÓWNA

 

Wioleta Rosłoniec kat. I

Nic

wtedy może być za późno
o dwa słowa za dużo
jeden gest za mało
naprzeciw siebie
staniemy tak
jak gdyby
nigdy
nic
nigdy
nie stało
się a stało
… za mało



NAGRODY

Jacek Kałasz kat. II

Panorama Poznania

Przechadzam się od lokalu do lokalu
szukając Ciebie,
w każdym poznając inne oblicze miłości.
Tęsknota obskurnych pijalni dla zbłąkanych alkoholików.
Czułość drobnych kawiarenek.
Brutalność toalet znanych imprezowni.
Wreszcie rozpacz klubów go-go dla złamanych serc,
gdzie zauroczenie kosztuje butelkę szampana
na którego mnie nie stać.
Łatwy seks ciężki do znalezienia,
trudna miłość na izbach wytrzeźwień
i ja
wciśnięty pomiędzy jak zakładka na początku książki
która jeszcze nie zrobiła się ciekawa,
pomimo świetnych recenzji.

 

 

Karolina Wawer kat. II

Erotyk z dziwnego miasta

Gdybym cię nie poznała
nie wiedziałabym,
że na ostatnim piętrze Akademii Muzycznej
można zjeść placki z gulaszem
i widokiem na dachy

Nie wybrałabym się
w najdłuższą podróż
przez trzy ronda – lub cztery,
(zależy od tramwaju),
żeby się z tobą wykąpać
w wannie dla jednej osoby

Nie zamieszkałabym
w bloku z widmami sąsiadów
strzegących ciszy nocnej
przed wybuchem iskry piecyka,
nie znałabym Plant Bieńczyckich
w dzień wolny, odświętny lub wiosną

gdy tłumy spacerują;
w jedną stronę – do biedronki
w przeciwną – do lidla
po drodze jest kościół,
można złapać oddech, odsapnąć

Straciłabym ulice i miejsca
dziwnego miasta – odwłoka
przeszczepionego zrozpaczonej królowej,
przaśnego jak pranie
rozwieszone pod blokiem,
intymnego jak okrzyk pod oknem:
„ziemniaki, cebula”

 

 

Marta Kaczmarek kat. III

 

***

 

To podobno grzech patrzeć na twoje piersi
w wystawie sklepowej i szukać między nimi zrozumienia.

Twoje oczy chyba też zgubiły sumienie.
Prześwietlone serce nie protestuje.
Ubieram się w twoje ciało.
Nasze włosy upinam razem, splatam oddechy.
Ręce wyciągam po dotyk. Oddajesz się –
klnę.

 

Kacper Płusa kat. III

zostaw wiersz po sygnale
nie odmawiam pokuty, randki, alkoholu. dlatego za miejsce akcji obrałem kolejowy nasyp. wymusiłem pierwszeństwo przed bogiem degustacją win na wiadukcie wbrew semaforom. codziennie rankiem obcuję ze światłem (pociągu). ja pierwszy rzucam kamień.

nie będę już najwybitniejszym umysłem mojej epoki ani nawet widmem, nie będę dla ciebie.
darmowe minuty mam do numerów alarmowych. to jedyne numery, pod którymi rozmówca
nie wita mnie śmiechem. infolinia dla ludzi skończonych niczym wiersze.

gdy już wysłucham grania na czekanie złowieszczego, wzniosłego jak requiem.
powiem: nie będziesz miała innych mężczyzn przede mną. powiem choć nikt nie odbierze.
w słuchawce zabrzmi głos: po sygnale zostaw swoją kobietę zanim zrobi to za ciebie.

 

Karolina Julia Żmajlik kat. I

* * *

Rozłóż mnie na czynniki pierwsze.
Rozetnij pionową linią
Od mostka aż do pępka.

Zajrzyj do środka.
Poukładaj mnie na nowo
Kawałek po kawałku.

Zmień bieg krwi w organizmie.
Przełóż mi serce na prawą stronę.
Wyjmij mój mózg, zawładnij myślami.

Chwyć za płuca i zabierz mój oddech.
Zanurz się we mnie,
Poczuj jak pulsuje tętno.

Zmierz moje ciało miarą swoich ust.
Poprowadź długą drogą w dół mych kłamstw.
Zbadaj każdy fragment rozpaczy.

Obedrzyj mnie ze wstydu.
Owiń bandażem ciemności.
Opatrz rany zadane przez twoje ręce.

I zostaw mnie taką pełną siebie,
Na wpół rozdartą szponami pożądania.
Zatraconą w twoim oddechu.

 

 

NAGRODY równorzędne w kat. II

 

Agnieszka Marek

Odkrycia

Najbardziej lubię niezaścieloną wyspę i zapach,
który kroplami wrasta w prześcieradło. Bez trudu
odnajduję w nim jin i jang, nasze skradanie na palcach,
później nagłe decyzje. To jednak zaskakuje –
muszę być pogryziona do krwi, cięta na pół mocnymi,
gwałtownymi ucieczkami. Wtedy prawie nie boli to,
co próbowałam spłukać z siebie pod prysznicem. Ten czas,
kiedy znikasz gdzieś pomiędzy miastami, a GPS głupieje
pomimo natrętnych aktualizacji. Dlatego gdy topisz się
we mnie – wracamy. Wciąż oboje i znów nieosobni.
Zalogowani w sobie hasłami chcę i jeszcze.

 

Grzegorz Kielar

 

wykrzykniki

o świcie najlepiej rozmawia się
palcami rąk niepotrzebny do tego
słownik wyrazów kłopotliwych
a języki nie są nam tak zupełnie
znowu obce

reguły gramatycznej
poprawności zostawimy purystom
żadnego cudzysłowu i zamykania
czegokolwiek w nawias
do dyspozycji jedynie
wykrzykniki

jeśli się postaramy ta gra
może być całkiem występna
i zanim zdążysz podać współrzędne
już tam będę

 

Roma Jegor

***

Znałam cię zanim jeszcze otworzyłam oczy
nim Balaton swe wody poukładał z plażą
zanim mnie znalazł pierwszy i dotknął ostatni
wiedziałam że śpi we mnie twoja jasna struna
Wzięliśmy sobie siebie na strychy ogrody
na czarne białe szare na syte i biedne
na niebo i na ziemię jak dzikie owoce
co w nas się otorbiły dojrzały i pękną
I kiedy cię zagarniam i otwieram gniazda
muzyka tak się wpina w pot i taniec włosów
świat płonie potem znowu rozsiewa nasturcje
kołem toczy się słońce i łamie oddechy
Znałam cię zanim piersi dorosły do dłoni
nim powietrze ściemniało w miejscu skąd przyszedłeś
więc kiedy się rozbiją atomy i astry
wciąż będziemy dla siebie jak czas i jak przestrzeń

Kazimierz Kopystyński

Koncert

Zaproszenie
Symfonią smyczków
rozedrgało się Twoje imię
i prosiło, przyjdź do mnie
i prosiło, ucałuj.

Lento
Sala Koncertu przygotowana,
a Partytura stoi przy stole,
(stroiła nuty swoje od rana)
mała wódeczka, kura w rosole,
potem kawusia i jakieś ciasta,
na razie koniec z jedzeniem – basta,
bo nie wytrzyma mój pełny brzuch
kiedy batuta ma pójdzie w ruch.

Adagio
Najpierw stroimy swe instrumenta,
Co Pani dzisiaj taka napięta ?
Pani pozwoli, ja szybko poradzę,
na smyczku palce w ten sposób się kładzie
i trzeba pamiętać w muzyki potędze,
że marakasy w obydwie ręce.

Andante
Pni jest sztywna jak gryf kontrabasu,
ja Panią rozumiem, potrzeba czasu,
żeby orkiestra się zestroiła,
żeby tonacja nam się zgodziła,
żeby wybuchła dźwięków potęga
to trzeba poznać te instrumenta.

Allegro
Najpierw leciutko smyczki zagrają,
palce legato struny trącają,
potem zagrają flażoletami
trochę fałszywie lecz z bongosami,
trąbki już czyszczą swoje ustniki,
puzony chciały zrobić uniki
lecz mały triangiel im się przygląda
i dźwięku trójkąta także zażąda,
ale na niego też przyjdzie czas
gdy instrumenta zabrzmią w sam raz.

Vivace
Bębny i werble rytm wystukują,
saksofon z rożkiem też nie próżnują,
fagot z klarnetem także przy dźwięku
nadają całej orkiestrze wdzięku,
tylko batuta bardzo przejęta,
jeszcze nie stroi, trochę klapnięta.

Forte
Już Partytura wydaje dźwięki
najpierw spokojnie, już słychać jęki,
potem są wrzaski, odnośne krzyki
kiedy batuta w swoim zapędzie
jest w Partyturze, zagląda wszędzie
ruchem spokojnym, lecz przyśpieszonym
każdy instrument zadowolony
za taki koncert jak mówią wieści,
który się w żadnej głowie nie mieści !

Finale
Dyrygent zamyka już Partyturę,
spogląda na Nią z radością, czule
i nie wie jeszcze co teraz się stanie,
bo Partytura chce bisowanie.

 

 

Martyna Łogin


Japanese Love Poem

Nie obiecuję smaku pomarańczy,
gdy dasz się w końcu związać.
W swoim skórzanym płaszczu uśmiechasz się,
jakbyś decydował o losie Europy.

Łatwo jest zapatrzeć się w te oczy
mówiące do mnie czterema językami.
Słowa dłoni, dialogi palców,
żargon skóry i alfabet zakazany.

Zapach jest tylko ułudą.
Opaska nasiąknie zachciankami.
Kiedyś ze sobą skończymy.
Niech lux perpetua neonów
czuwa wtedy nad nami.

 

 

 

Kinga Weronika de Walla


nienasycenie

między szorstkością codziennego chleba
dotyka ustami okolic pamięci.
gładzą jej stopy języki z ognia –
pieczęcie nadane w pozorach snu.

w szczeliny wyobrażeń utyka słowa
rozedrgana myśl: gdyby tak
przetrwać, zagarnąć, zatrzymać w sobie;
gdyby przyśnił się sen z nadmiarem czasu.

na końcu języka wykluwa się słodycz
gotowa do wchłonięcia. będzie z niej kiełkował
harmoniczny palindrom.

w miejscu, gdzie zawsze opada napięcie, unosi głowę -
chwila ocieplenia, odpływu tęczówki, wessania oddechu.
jest. stapia się. rozmiękcza tło.

ktoś obok dziedziczy ciało w akcie mowy.
język wraca do stanu skupienia.

NAGRODY równorzędne w kat. III

Łukasz Trzebiński


***

za oknem zostały tylko ślady stóp.
słońce zmieniło kolor skóry. planety martwe jak zwierzęta
rozkładają szczątki snu. niebo przybrało barwy wojny
gdy w ustach miałem Twój rozcięty palec. krew wyznacza nowy rytm.

wiesz że już umarłem. gdy rzeka w myślach zalewała miasto
życie ginęło z lądu i powietrza. nie było Arki Noego
świat ratował się sam. noc pękła jak szkło.

Wojtek Michalec

Wcielenie

Na czwarte piętro schodami, przy moście, po pracy
przychodzi mężczyzna, milczy mijany na klatce
siada na moich włosach, zaciera ślady moich palców

zmiata kurz, myje szklanki, wmawia miłość, wierność
liczy niedopałki w koszu, kłamie obiecując przyszłość

zlizuje mnie z zakamarków ciała, przeprasza za moje
ślady, wciąga mój zapach z poduszek, zasypia spokojny

nie mieszkasz na czwartym, przy moście, nie szkodzi
Ja nawet to lubię

 

Wiktoria Szumiata

Wieżowce IV

(…) w swoich modłach
Wspomnij koniecznie każdy z moich grzechów

Na jego prośbę zrzucałam strój służbowy i przemykałam pod ostrzałem spojrzeń wieżowców, czasami w zaciśniętej dłoni niosąc jeszcze okruchy słońca jakiejś metropolii. Smutny był widok najwyższej wieży świata, tej zagrożonej, bo powstaje wspanialszy projekt. „Wrócisz tutaj, gdy będzie gotowa. Obiecaj. Wrócisz, gdy będzie gotowa. Dam ci znać”.
W dniu, gdy mój kontrakt się kończył, jak gdyby nigdy nic pochylił się w moją stronę i przygładził mi brwi, żeby wyglądały ładnie jak zawsze. Cały czas zastanawiałam się, czy tak naprawdę nie woli o wiele bardziej tych ledwie widocznych, tych miękkich jak puch, tych koloru zboża. Czy nie miał wielu okazji, by zanurzyć się w zbożu.
Jeśli tak, to czy pamiętał wtedy o tym, co zdarzyło się na godzinę przed poranną mgłą: moje ciepłe, drobne palce na jego ramieniu, trzęsące się dłonie, strużka krwi na udzie. Czy pamiętał, że nie mogłam oddychać, że bardzo się denerwował, ponieważ go obudziłam.

„Tam, skąd pochodzę, też są wieżowce. Tylko trochę niższe.”

Marzyłam, byśmy posłuchali razem Budki Suflera. Zwłaszcza jednego utworu. Mógłby go pokochać, nie rozumiejąc nawet jednego słowa.
Ostatniego dnia mój bilet prezentował się żałośnie, cały wygnieciony już po chwili. Przeraziło mnie, że nie potrafię wymówić nazwy miejscowości docelowej tak czysto, tak wyraźnie jak kiedyś.

Lato trwało siedem lat. Wiem, że już nigdy nie będzie dłuższego.