ZLP Archiwum

II ŚREMSKI WERNISAŻ POETYCKI

29 kwietnia 2008
II ŚREMSKI WERNISAŻ POETYCKI
pod patronatem Burmistrza Śremu Adama Lewandowskiego


ORGANIZATORZY:
Urząd Miejski w Śremie
Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy im. Heliodora Święcickiego w Śremie

CELE:
Popularyzacja poezji współczesnej
Przygotowanie i wydanie tomiku poezji o Śremie
Promocja Śremu

UCZESTNICY:
Zaproszeni poeci spoza Śremu:
Ryszard Biberstajn
Ryszard Danecki
Zygmunt Dekiert
Helena Gordziej
Dominik Górny
Barbara Tylman.

TERMIN: 29 kwietnia 2008 r.

PROGRAM:
godz. 9.00 – 9.30  spotkanie uczestników wernisażu w Urzędzie Miejskim w Śremie (z udziałem mediów i zaproszonych gości)
godz. 10.00 – 12.00 spotkania poetów z młodzieżą w szkołach
godz. 12.00 – 13.30 zwiedzanie starego miasta z przewodnikiem
godz. 13.30 – 14.15 spotkanie z miłośnikami poezji w „Cafe Ole”  
godz. 14.30 – 15.30 popołudnie z poezją z udziałem   młodych  śremskich  poetów (w piwnicach Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy Śrem)
godz. 15.30 – zakończenie II Śremskiego Wernisażu Poetyckiego

   

HISTORIA JEST LOSAMI NASZYCH RODZIN




Spotkanie autorskie poznańskiego poety Ryszarda Daneckiego pt. „Witaj Jasności”, z okazji wydanego tomu poezji o tym tytule, w 90. rocznicę Powstania Wielkopolskiego.


„Na szczyt się wspina obeliska w powstańczej rogatywce orzeł – podejdĽ, przeczytaj napis z bliska: o czym marzyli – pojmiesz może…” – ta myśl puentująca wiersz Ryszarda Daneckiego pt. „Kwatera na Junikowie” zapaliła pamięć uczestniczących w spotkaniu z pisarzem. Literat przedstawił wiersze z najnowszego zbioru poezji „Witaj Jasności”. Wieczór autorski odbył się 22 kwietnia br. w Pałacu Działyńskich w Poznaniu. Zorganizowało go Towarzystwo Pamięci Powstania Wielkopolskiego i Wielkopolskie Muzeum Walk Niepodległościowych. Utwory Daneckiego „wskrzesiły” Wielkopolskie Powstanie za sprawą interpretującego je Romualda Grząślewicza, aktora i dyrektora „Sceny na Piętrze”. Echo „czerniejących w kir nocy dni” rozedrgał grający na fortepianie Mieczysław Urbański.
Danecki zaznaczył, że napisał wiersze o Wielkopolskim Powstaniu, aby dać dowód, że „historia to przede wszystkim dzieje naszych rodzin”. Dlatego przed dziejami Polski nie należy się kłaniać tylko z perspektywy „życiorysów kolejnych królów i hetmanów”. W ten sposób można celniej zrozumieć i docenić broniących Poznania 14-latków, do których w 1945 r. należał Danecki. Poeta stwierdził – „nie wiecie, jak możecie być szczęśliwi, że nie musicie już zbrojnie walczyć”. Jakby chciał uświadomić, że tak jak odczuwał ból, gdy „szpic pickelhauby kaleczył polskie niebo”, tak teraz nie godzi się na to, by „nie przepraszać i nie całować kromki chleba, gdy upadnie”.
Każda epoka chciałaby zawołać „Witaj Jasności”. Jednak do tego nieodzownym jest wzajemny szacunek do siebie. Wystarczy tylko zobaczyć, że każdy z nas jest promieniem pamięci, z którego odradza się iskra losów współczesnych rodzin.
Dominik Górny
   

W Krakowie rozmawiali o współpracy i czytali wiersze



Na zaproszenie prezesa Zarządu Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich Szczęsnego Wrońskiego w dniach 19 –20 kwietnia 2008 r. gościli w Krakowie trzej członkowie Zarządu Poznańskiego Oddziału ZLP. Celem podstawowym były rozmowy o współpracy między Oddziałami. Określono jej zasady i ustalono przedsięwzięcia literackie, które będą wspólnie realizowane. W galerii KOCIOŁ, prowadzonej przez Lidię Żukowską, odbyło się spotkanie z poezją przybyłych gości: Zdzisławy Jaskulskiej Kaczmarek, Marii Magdaleny Pocgaj i Pawła Kuszczyńskiego, wiceprezesa Zarządu PO ZLP. Był to wieczór przyjaznego, poetyckiego dialogu, albowiem po prezentacji zaproszonych autorów nastąpiły spontaniczne poetyckie odpowiedzi gospodarzy spotkania. Wiceprezes Zarządu Głównego ZLP Jacek Kajtoch w swoim komentarzu podkreślił znaczenie tego organizacyjnego i literackiego zdarzenia zainicjowanego przez prezesów oddziałów, Szczęsnego Wrońskiego i Zbigniewa Gordzieja.




   

Poeci z SPP i ZLP w Wągrowcu


W Wągrowieckiej Wiośnie Poetyckiej, która odbyła się w dniach 8 – 10 kwietnia 2008r. w  Wągrowcu udział wzięli poeci ze Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział w Poznaniu : Sergiusz Sterna Wachowiak, Tadeusz Żukowski, Roman Bąk, Jan Kasper oraz poeci ze Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu : Zbigniew Gordziej, Zdzisława Kaczmarek, Paweł Kuszczyński, Jolanta Nowak – Węklarowa, Maria Magdalena Pocgaj.

od lewej: Jan Kasper, Roman Bąk, Maria Magdalena Pocgaj, Zbigniew Gordziej, Zdzisława Jaskulska-Kaczmarek,
Ewa Byczyńska - dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Wągrowcu, Tadeusz Żukowski,
Jolanta Nowak-Węklar, Sebastian Chosiński - nauczyciel LO w Wągrowcu, Sergiusz Sterna-Wachowiak.
   

Informujemy....


że w dniu 10 kwietnia 2008 roku

nieczynny będzie sekretariat naszego Oddziału.

Przepraszamy.

   

Moc słowa



Wieczór autorski Barbary Tylman i Pawła Kuszczyńskiego
w Centrum Kultury „Dąbrówka”


Poezja powinna mieć w sobie serce i rozum człowieka – przekonali się o tym ci, którzy wysłuchali wierszy Barbary Tylman i Pawła Kuszczyńskiego. Spotkanie z literatami odbyło się 3 kwietnia 2008 r. w Sali karminowej Piątkowskiego Centrum Kultury na osiedlu Bolesława Chrobrego w Poznaniu. Konferansjerem wieczoru był Jerzy Grupiński, przewodniczący Klubu Literackiego „Dąbrówka”. Uniwersalny wydĽwięk spotkania zaakcentował recital uczniów Zespołu Szkół Muzycznych przy ul. Solnej. Trio grające na oboju, klarnecie i fagocie zagrało klasyki Mozarta, Meyera, Pironki oraz tango Piazzolli.
Tylman podzieliła się wierszami ze swojego najnowszego tomu pt. „Dogonić cienie”. Jej teksty, jak zaznaczył Zygmunt Dekiert, trafiały do słuchaczy realizmem opartym o doświadczenie wieku. To właśnie ono przyzwoliło Tylman na to, by powiedzieć „nie rzucaj na wiatr słów, które chciałeś ukryć, bo zawisną jak cienie przeszłości osób, które odeszły”. Kuszczyński nawiązał do Papieża Jana Pawła II, mówiąc, że każdy z nas powinien uczyć się od niego bycia „wielkim”. Ten „niedosyt istnienia” utożsamił z umiejętnością przekazywania prawdy. Nie wahał się stwierdzić, że „chce być czysty jak życzenie”. Tylko wtedy będzie wiedział „po co znów ma słowo”.
Wieczór autorski Barbary Tylman i Pawła Kuszczyńskiego pokazał, że warto patrzeć przez „ciągle żywe okno” dobra i tych wartości, na których w pewny sposób można oprzeć swoje życie.
Dominik Górny
   

WIELKANOC

Radości w czas Świąt Wielkanocnych...
„Miłość ma w sobie przedziwną ruchliwość i zdolność rodzenia „nowego”; nawet grób rozwali i pieczęcie rozerwie, aby wybiec na świat i wieść nowe życie”
(Kardynał Stefan Wyszyński)

Potrzebnego zamyślenia się, a w jego efekcie spokojnienia wewnętrznego,
radości w czas Świąt Wielkanocnych

życzy
Zbigniew Gordziej
   

PRAWDA TO NAJCENNIEJSZY PLON



Spotkanie autorskie poznańskiej poetki Heleny Gordziej

„Poezja potrafi odnaleĽć zagubionego w sobie człowieka” – te słowa były istotą wieczoru autorskiego Heleny Gordziej. Spotkanie odbyło się 14 marca br. w poznańskiej księgarni przy ulicy Ratajczaka 18. Inicjatorem wieczoru była animatorka kultury, Elżbieta Taterczyńska.
Paweł Kuszczyński, który prowadził spotkanie, zauważył, że twórczość Gordziej wypełnia troska o „kulturę merytoryczną coraz częściej zastępowaną przez widowiskową”. Przyczyną tego jest brak ludzkiej i twórczej pokory, która decyduje o odradzaniu się wartości. Mimo „osaczenia zgiełkiem” Gordziej wydobywa z pamięci światło. Jest nim przyroda, odniesienia do polskiej wsi.
Poetka „niosąca życie jak naręcza zboża” podzieliła się plonem przemyśleń o współczesności. Gordziej przyznała, że choć jest „dzieckiem z miasta” przejmuje cierpliwość kamieni, żeby „mieć na co czekać” i przestrzegać „świętych praw natury”. Choć przeszła „zmęczone progi” wieku, „ciągle będzie się uczyć starzeć w tym najmłodszym ze światów”, nim zapanuje „wielka cisza”. Opowiadając o artystycznym dojrzewaniu, ujawniła ciekawość poznawania nowych ludzi i zdarzeń.
Przybyli przekonali się, że „uczciwość i prawda o życiu” trafia do ludzi „krzykiem strof”. Gordziej zaznaczyła, że wiersze muszą być potwierdzane czynami, bo „trzeba żebyś żył dla innych, jeśli chcesz żyć dla siebie”.
Dominik Górny
   

Trzeba umieć zauważyć osobę niepełnosprawną



Rozmowa z Panem Zbigniewem Gordziejem - Prezesem Zarządu Związku Literatów Polskich Oddział w Poznaniu

Czym jest dla Pana niepełnosprawność?

Przede wszystkim jest faktem, który dotyczy czterech stron: niepełnosprawnego, czyli osoby z szeroko rozumianą dysfunkcją ciała lub niekorzystnymi zmianami w sferze funkcjonowania psychicznego, jego rodziny, środowiska społecznego i osób z racji profesji zawodowej zajmujących się osobami niepełnosprawnymi. Każdy z tych podmiotów znajduje się w różnej sytuacji, ale jednoczy ich, a ściślej powinna jednoczyć sprawa jak najlepszego funkcjonowania osoby niepełnosprawnej. Jeżeli niepełnosprawność osoby jest faktem, to należy go uznać i, moim zdaniem, nie jest najlepszym mówienie, iż taka osoba jest sprawna inaczej. Przecież nie w określeniu jest istota sprawy. Ona powinna być właściwie rozwiązywana i etycznie oraz profesjonalnie podejmowana przez każdego człowieka mającego możność różnorakiego, mądrego wspierania osoby będącej w stanie niepełnosprawności. Przy czym celem najważniejszym jawi się likwidacja lub chociażby ograniczenie niepełnosprawności. Niby jest to oczywistością, przy czym wydaje się, że bardziej w teorii niż w codziennym stosowaniu. Być może stawiam tezę podważalną, ale mam prawo taką wywieść.

Jakie wartości najbardziej ceni Pan w osobach niepełnosprawnych?

Takich wartości jest sporo. Są zauważalne poprzez obcowanie z osobami niepełnosprawnymi. I niekoniecznie musi to być obcowanie na co dzień. Zdarza się, że spojrzenie z pewnego dystansu pozwala postrzec stany, czy rzeczy najważniejsze. Tak, czy inaczej  trzeba umieć zauważać osobę niepełnosprawną. Wbrew pozorom nie jest to łatwe. Nie jest łatwe, jeżeli staramy się, by to zauważenie było w materii wszechstronnego oglądu osoby niepełnosprawnej. A tylko takie zauważanie może stworzyć szansę wyłuskania jak największej ilości wartości, które posiada taka osoba. Skoro jednak Pan zadał mi konkretne pytanie o cenione przeze mnie wartości osoby niepełnosprawnej, to wymienię choćby: umiejętność spoglądania na życie poprzez pryzmat doznawanego cierpienia, zauważanie drobnych spraw, które prowadzą lub mogą prowadzić do wytworzenia w sobie poczucia szczęśliwości (jednak szczęśliwości), często trafne wartościowanie zdarzeń, postaw ludzkich i zjawisk o wymiarze egzystencjalnym.

Dlaczego w społeczeństwie istnieją stereotypy uprzedzające pozytywne nastawienie do osób niepełnosprawnych?

Nie podzielam takiego poglądu. On wydaje się mi zbyt daleko idącym uogólnieniem. Raczej wolałbym zapytać: Dlaczego nastawienie do osób niepełnosprawnych jest tylko pozornie przyjazne? Zdaję sobie sprawę, iż tak postawione pytanie może być poddane ostrej krytyce. Jeżeli uczynią to osoby prawdziwie przyjazne osobom niepełnosprawnym, to odpowiem im, że jednak poprzez swoje dobre postępowanie nie mogą skutecznie przekonać mnie do przyjęcia poglądu, iż społeczeństwo jest prawdziwie przyjaĽnie nastawione do osób niepełnosprawnych. Tak więc, według mnie istotą problemu nie jest takie, czy inne nastawienie do tych osób, lecz ważnym jest postępowanie na co dzień wobec osób niepełnosprawnych. Czyli  nie poglądy, nie mówienie, a dobre czynienie jawi się jako najważniejsze.

Czy w swoich utworach porusza Pan problem osób niepełnosprawnych?

Prawie trzydzieści lat pracuję w domach pomocy społecznej. Ten fakt ma wpływ na mnie jako człowieka i jako literata. Mógłbym przez długi czas mówić o tym wpływie. Jednak takie wywody w sposób znaczny wydłużyłyby moją wypowiedĽ dla gazety, a ta przecież ma swoje powierzchniowe ograniczenia. Niechże tylko oświadczę, iż osoby niepełnosprawne rzeczywiście uczyły mnie w przedmiocie szeroko rozumianego stosunku do życia. Inna sprawa, czy byłem rozważnym uczniem, czy w należytym stopniu pojąłem dawane mi nauki. Mam odwagę powiedzieć, iż starałem się.

Problemy osób niepełnosprawnych pojawiły się zarówno w moich wierszach, jak i w utworach prozatorskich; także w scenariuszach pisanych na potrzeby teatru, w którym występowały osoby upośledzone umysłowo oraz w felietonach pisanych dla gazet. Zajmując się tą problematyką chciałem wypowiedzieć moje zauważenia, i przemyślenia dotyczące ważnych, jak sądziłem, spraw dziejących się w osobach niepełnosprawnych, ale także „przypinałem łatę” pewnym osobom znajdującym się bliżej lub dalej tych osób. Może dlatego niektórzy czytelnicy moich książek mówią iż moja twórczość jest smutna. Mają rację. Cóż zrobić, kiedy ostrzej widzę rzeczywistość w barwach, jeżeli nie czarnych, to na pewno w szarych.

Jeśli miałbym powiedzieć, w której książce zawarłem największą ilość zapisów o osobach niepełnosprawnych, to wymienię małą pozycję prozatorską „Prokop”. Czterdziestostronicową książkę napisałem w ciągu miesiąca, ale w sobie pisałem ją prawie dziewięć lat. Nie jest moim zamiarem bardziej szczegółowe mówienie o książce, niechaj ona nadal mocno tkwi we mnie. To mi wystarcza. A jeżeli ktoś zechce tę prozę przeczytać… Przecież pisarz pisze dla innych.

Dlaczego, mówiąc o niektórych chorobach, społeczeństwo odnosi wrażenia naruszania tematu „tabu”? Czy są to słuszne reakcje?

Nie wiem, czy są słuszne. Staram się zrozumieć różne postawy społeczne i osobowe. Powtarzam,  staram się zrozumieć. Jednak nie ma we mnie pewności, że rozumiem dobrze. Za tym, moje wypowiadanie w tej kwestii powinno być szczególnie ostrożne w podawaniu go do wiadomości innych ludzi. Przecież tak naprawdę materia choroby jest ulokowana w najbardziej intymnych ludzkich sferach. Nie ma dwóch osób tak samo przeżywających chorobę. Oczywiście są podobne stadia biologicznej degradacji, ale psychiczna sfera jest stricte indywidualna. Jest we mnie zgoda na podejmowanie tematu każdej choroby, ale powinno to odbywać się w atmosferze uwzględniającej istnienie obok ludzi, których dotknęła, a może trafniej  uderzyła taka właśnie choroba. A tak najogólniej  mam pewne obawy, czy jesteśmy dojrzali do publicznego mówienia o niektórych chorobach. Jednak, nie ma innego wyjścia  powinniśmy o nich mówić. Wierzę, że nauczymy się mówić o wszystkich chorobach. Może kiedyś one nie będą stanowiły „tabu”. Z drugiej strony, przecież pojawią się nowe choroby. Jak będą przebiegały, czy za ich sprawą nastąpi kolejna zmowa społecznego milczenia? Sądzę, że już nie.

Czym jest dla Pana szczęście?

Szczęście ma charakter chwilowy, dużo rzadziej trwały. W obu przypadkach trzeba pokory i życiowego doświadczenia, by umieć je wyławiać z magmy codzienności. Mam ponad pięćdziesiąt lat, a ciągle jestem w przeświadczeniu, że jeszcze nie potrafię być rybakiem szczęścia. Taka świadomość nie jest przyjemną. Może sugerować, iż szczęście przecieka mi przez Ľle związane oka życiowej sieci. Gdybym miał koniecznie odpowiedzieć na Pana pytanie, to stwierdziłbym: szczęściem dla mnie jest widzenie moich najbliższych w zdrowiu i stanie dobrze pojętego zadowolenia. Tyle, że takie szczęście jest ciągle zagrożone z racji biologizmu i ułomności ludzkiej. Jak Pan pewnie zauważa, takie przyznanie się do tego, czym jest dla mnie szczęście może mieć dość uniwersalny charakter.

Serdecznie dziękuję Panu za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

Janusz Kaczmarek

Wywiad ukazał się w Biuletynie Informacyjnym SPON w Zelowie - "Nasze Sprawy"
   

„NIEDOSYT ISTNIENIA”


Wieczór autorski z okazji wydania
10. jubileuszowego tomu poezji Pawła Kuszczyńskiego


„Niespełnienie to podstawa twórczości, stan równowagi nie inspiruje do działania” – tymi słowami Teresa Januchta wprowadziła w autorski wieczór poznańskiego poety, Pawła Kuszczyńskiego. Spotkanie odbyło się w szkole na ul. Słowackiego. Zorganizowało je Koło Literackie działające przy Klubie Nauczyciela. 77. Wtorek Literacki zintegrował przedstawicieli różnych środowisk twórczych. Przybyli zarówno literaci jak i instrumentaliści: Tomasz Gubański grający na oboju oraz jego córka Ewa – skrzypaczka. Muzyka tonizowała z literackimi utworami, by w finale przemienić się w „100 lat” wyśpiewane dla Kuszczyńskiego.
Prowadząca spotkanie, Januchta zauważyła, że w wierszach Kuszczyńskiego nawiązuje się dialog z człowiekiem. Poeta przyznał, iż „czas trzeba oswoić najmądrzej, by umieć oddać go sobie i innym. W ten sposób można żyć pełnią chwili”. Podczas recytacji wspominał „bliĽnich, którzy zawsze odchodzą za wcześnie”. Zwierzył się, że „żyjącej w królestwie wyobraĽni matce, oddaje wszystkie dni, nie tylko dzień matki”. Nie bał się stwierdzić, iż „najtrudniej porozumieć się z najbliższym człowiekiem, choć to bliska rozmowa”. Dzięki temu literackie spotkanie przemieniło się w „zjednoczenie w chwili”, gdzie wiersz był jak spowiedĽ, a jego wysłuchanie modlitwą.

Dominik Górny
   

Strona 9 z 14